To ma sens – Narzeczeństwo

Już za 2 dni od 7 do 14 lutego, będzie trwał Tydzień Małżeństwa w Internecie. W minionym roku po raz pierwszy brałam w tym udział i bardzo cieszyło mnie fakt, jak po moim wpisie dostawałam wiadomości od znajomych, że im trochę „pojechałam” 🙂 Odpowiadałam: „No i dobrze, taki był właśnie cel tego przedsięwzięcia”.  Dziś jedni są już/dopiero narzeczeństwem a drudzy po ślubie! Dlatego i w tym roku również podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami, a także wspomnieniami z trzech etapów naszego życia: narzeczeństwa, ślubu i wesela oraz z małżeńskiej codzienności. Już na samą myśl uśmiecham się, bo wiem jak ważne są to momenty w życiu pary! Ludzi, którzy kochają bezwarunkowo i oddają/dzielą swoje serce/życie z drugą osobą! W dzisiejszych czasach to można rzec, że i odważnych!!! 😉

Kiedy ktoś mnie pyta o to czy jest jakaś różnica między „chodzeniem” a narzeczeństwem to zastanawiam się zawsze jak odpowiedzieć tej osobie tak, aby zrozumiała jaka ogromna jest ta różnica! I większość osób będąca w stanie narzeczeństwa odczuwa tą różnice, tą inność! 🙂 Są też tacy, którzy mówili że żadnej różnicy nie ma. Chodzili 10 lat ze sobą, potem się zaręczyli ( nic się u nich nie zmieniło ), wzięli ślub – nadal się nic nie zmieniło. Byli wciąż tą parą sprzed zaręczyn a teraz się rozstali, bo tkwili w nicości. Każde z nich jak się okazało ma teraz inne oczekiwania, inne priorytety… I tak się w sumie dzieje, jak ludzie podchodzą do zaręczyn, narzeczeństwa, później małżeństwa… w taki „pusty”, niedojrzały sposób.

Może pomyślicie, że mam bzika jakiegoś ale powiem Wam, że nie wyobrażam sobie takiej relacji bez miłości, bez oddania, bez akceptacji, bez „niedogadania”. Dla mnie narzeczeństwo było zdecydowanie wyjątkowym czasem, kiedy planowaliśmy ślub, planowaliśmy powiększenie rodziny- rozmawialiśmy o tym, kiedy najlepszy czas itp., Mieliśmy plan na nasze „wspólne”, prawdziwe życie, który teraz sobie powoli w spokoju realizujemy!:) Ale o tym w kolejnym wpisie.  Dzisiaj ma być o narzeczeństwie, o najważniejszym dla ludzi czasie, czasie decyzji! Pamiętam doskonale jak po kilku dniach, kiedy już ochłonęłam po zaręczynach, przyszedł czas na poważną rozmowę. Co dalej? Powiem Wam, że był to taki moment „zejścia na ziemię”. Jakby ktoś powiedział do mnie:”Ewa, hello tutaj ziemia! Teraz zaczynasz planować swoje życie i życie swojej drugiej połówki! Teraz już wszystko ma być na serio! Pamiętaj! Już nie będzie Ty sobie, on sobie! Teraz będzie RAZEM!” Wiecie co, na początku miałam w sobie taki niepokój, bo zastanawiałam się czy zdołam się tak ( wtedy użyłam tego słowa) poświęcić!? Co jak nie dam rady? Co jak nie będę chciała, co jak mi minie? Takie i inne obawy pojawiały się mojej głowie. Też tak mieliście?:) I nadszedł taki moment, że wszystkie te pytania z mojej głowy wyparowały! Wszystko dzięki jednej sytuacji, która się nam przydarzyła i miała nas poróżnić a sprawiła, że jeszcze bardziej nasz „związek narzeczeński” się umocnił. I to było prawdziwe, szczere, bo każde z nas było niezależne od siebie. Żadne z Nas nie byłoby w stanie zaakceptować stania w miejscu, braku planów na naszą wspólną przyszłość. Oboje wiedzieliśmy czego chcemy i oboje mieliśmy ustawiony w głowie i w sercu, jeden najważniejszy priorytet w życiu…. Małżeństwo=Rodzina.

Hmm… Nie ma to jak patrzeć w tym samym kierunku <3 

A Wasze priorytety jakie są? Te same, czy może: Pieniądze, Sława, Niezależność, Wolność? Co jeszcze Was powstrzymuje?

 

p.s. Z tą myślą Was zostawiam…

Dobranoc:*

e.