Paryż – spełnione marzenie

Dla jednych Paryż to najcudowniejsze miasto świata, dla innych – nic specjalnego.

Do Paryża najlepiej udać się w okresie jesienny, gdy kończy się powoli najgorętszy sezon turystyczny i miasto zakochanych można już naprawdę zwiedzać, a nie tylko przeciskać się między tłumami turystów (choć na duży wybór wolnych stolików w kawiarniach i opustoszałe muzea nie liczcie ). My do Paryża z Polski lecieliśmy samolotem 2h10min z Modlina na lotnisko Beauvais Tille (najbardziej oddalone od Paryża ale za to najniższa cena) Z lotniska Beauvais do centrum Paryża, można dostać się autobusem, którego koszt w obie strony za dwie osoby wynosi 58 euro. W jedną stronę 15 euro za osobę. Autobus taki jedzie 1h 15min do Paryża na Porte Maillot. A tam już macie metro i jedziecie w każdą stronę Paryża. Nas w pierwszą stronę odebrali znajomi, więc jechaliśmy autem.

Podróż nasza zaczęła się w sobotę 6 października, w Paryżu byliśmy po godzinie 18:00, więc pozostały czas spędziliśmy ze znajomymi w ich francuskim domu, goszcząc się do późnego wieczora. To co mi się spodobało i jednocześnie zaskoczyło to to, że we francuskiej kulturze kolację poprzedza aperitif. Wyglądało to tak, że każdego dnia zasiadaliśmy w salonie na kanapie popijając wyśmienite trunki i smakowaliśmy rodzimych przystawek. Tak, ślimaki też były i je uwielbiam. Były tak przepysznie przyrządzone, że nic tylko palce lizać:)  Po godzinie przeszliśmy do jadalni i tam spożywaliśmy kolację ( danie główne + deser ). Naprawdę pychota!

I tak przez cały nasz pobyt! Voilà!

W niedziele rano po śniadaniu pojechaliśmy na plac Concorde, który jest w centrum Paryża na msze do polskiego kościoła. I znowu wielkie zaskoczenie i podziw, dla tego jak Nasi rodacy są tam ze sobą „zjednoczeni”. Normalnie jedna wielka rodzina i widać, że są oni dla siebie ogromnym wsparciem. Mnie to wzruszyło!

Z kościoła Notre Dame de l’Assomption udaliśmy się w kierunku Luwru. Przeszliśmy przez pobliski park Tuileries ( swoją drogą przepiękny!) na plac Concorde ( czyli plac zgody – największy plac w Paryżu) To tutaj ustawiono gilotynę na której ścięto ponad 1000 osób, w tym króla Ludwika XVI oraz jego żonę Marię Antoninę. Najbardziej charakterystycznym elementem tego placu jest Obelisk. Podobno jest to podarunek wicekróla Egiptu. Ma on 23 metry wysokości i waży ok. 220 ton. Został zbudowany z różowego granitu, z wyjątkiem samego szczytu, który wykonany został z ołowiu i złota. Obelisk pokryty jest hieroglifami, a na cokole przedstawiono jak przebiegał transport pomnika z Luksoru do Paryża. Ciekawostką jest fakt, iż cień rzucany przez szczyt Obelisku pokazuje czas międzynarodowy. Plac Zgody jest więc największym zegarem słonecznym na świecie.  ( źródło:Wikipedia)

Niestety nie mieliśmy dobrej pogody w niedziele, bo pół dnia mżawiło i było chłodno. Ale w sumie to nie przeszkadzało nam w eksplorowaniu paryskich ulic.  Z placu Concorde poszliśmy prosto do Luwru. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nagle zorientowaliśmy się, że jesteśmy na Champs-Élysées ( pola elizejskie) i zbliżamy się do Łuku Triumfalnego. Czyli całkowicie przeciwny kierunek. Było to całkiem zabawne, bo przed kilkunastoma minutami powiedzieliśmy naszej znajomej, że czasem lubi się zgubić w mieście 🙂 Haha, no nie musieliśmy z tym długo czekać! No dobrze ale w końcu trafiliśmy do Luwru. Kolejka zdawała się nie mieć końca ale powiem Wam, że nie było tragedii bo staliśmy zaledwie 40 minut a wierzcie mi zapowiadało się kilka godzin.

Do Luwru udaliśmy się z kilku względów. Pierwszy, że od października do marca w pierwszą niedzielę miesiąca wejście jest darmowe i drugi to słaba pogoda. Także idealny moment na zwiedzanie muzeum. Na miejscu można zaopatrzyć się w mapkę, na której zaznaczone są najważniejsze punkty. Jeśli w Luwrze chcecie zobaczyć wszystko, co to wspaniałe muzeum ma do zaoferowania, to musicie przeznaczyć na nie co najmniej dwa dni. Serio! Jest ogromne i nie sposób wszystkiego zobaczyć w ciągu jednego dnia. Ale to opcja dla fanatyków sztuki 🙂 Nam wystarczyło 2 godziny! Po wizycie w muzeum poszliśmy na spacer bo pogoda zrobiła się nieco łaskawsza i przestało padać. Poszliśmy w kierunku Centrum Pompidou, mijając po drodze ogród im. Nelsona-Mandeli. Stamtąd poszliśmy do Katedry Notre-Dame. I tutaj mieliśmy niesamowite szczęście bo jak weszliśmy do środka, to dosłownie po 2-3 minutach zaczęła się jakaś ceremonia. Nie wiedzieliśmy co to, bo dostaliśmy kartki z tekstem i programem uroczystości po francusku. Ale szybko sprawdziłam w słowniku i okazało się, że trafiliśmy na nieszpory. Ja myślałam, że to raczej koncert operowy, pięknie było, miód na uszy! Rewelacja! Trwało to 45 minut więc zostaliśmy do końca. Z katedry poszliśmy jeszcze zobaczyć Panteon, jednak nie udało nam się wejść bo przyszliśmy za późno, było 10 minut do zamknięcia i już nie wpuszczali ludzi. Jakby ktoś nie wiedział, to Panteon jest miejscem spoczynku najbardziej zasłużonych Francuzów. Pochowano tu również naszą Marię Skłodowską-Curie. Niedaleko Panteonu znajduje się ogród Luksemburski i uniwersytet paryski Sorbona.

Tak zakończyliśmy nasz pierwszy dzień zwiedzania. Wróciliśmy do domu i oczywiście gościliśmy się po francusku. Swoją drogą chyba zacznę gotować francuskie dania, bo nam bardzo posmakowały! Voilà!

Poniedziałek zaczęliśmy od  Łuku Triumfalnego. Powiem tak, faktycznie robi wrażenie. Łuk został zbudowany dla uczczenia tych, którzy walczyli i polegli za Francję w czasie wojen rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich. Budowali go ponad 30 lat. Rondo wokół Łuku dla zmotoryzowanych to nie lada wyzwanie. Nigdy jeszcze nie widziałam takiego szumu na ulicy… Każdy jedzie jak chce i nie patrzy na drugiego! Nie wiem, czy zauważyliście jak byliście w Paryżu ale tam samochody są poobijane z każdej strony. Przypadek… no nie sądzę:) Stamtąd spacerkiem po polach elizejskich udaliśmy się pod Wieże Eiffla. Chyba za tą wieże pokochałam Paryż, bo zrobiła na mnie takie ogromne wrażenie jak ona sama jest! Matko jakie to wielkie! A jak się wspaniale prezentuje! To zdecydowanie powinna być nasz wisienka na paryskim torcie. Romantycznych uniesień dozna tutaj każdy! To niesamowite jak taka budowla działa na ludzi! Love is in the air! Dosłownie!

Na polach marsowych pod wieżą zaplanowaliśmy sobie romantyczny piknik. I taki też był! Wierzcie mi to miasto ma taki niesamowity klimat! Poraża pozytywną energią! Spędziliśmy tam ok. 2h i pojechaliśmy zobaczyć dzielnicę XXI wieku: La Defense. To taka odskocznia po dniu spędzonym w „klasycznym” ( romantycznym) Paryżu. La Defense to nowoczesna dzielnica biurowo – handlowa. Znajduje się tam niesamowity pomnik – budynek Grande Arche czyli Wielki Łuk Braterstwa. Który został zbudowany w tej samej linii co Łuk Triumfalny. Nie spędziliśmy tam za dużo czasu, bo w pewnym momencie na placu pojawiło się pełno żołnierzy z bronią i tak jakoś dziwnie się zrobiło…Idziesz sobie spokojnie, cieszysz oczy architekturą a tu nagle obok Ciebie, idzie ktoś z bronią i rozgląda się na wszystkie strony jakby szukał celu! LOL! Nie chciałam tam dłużej być. To chyba jedyne miejsce w Paryżu, w którym podczas naszego pobytu spotkaliśmy tak liczną grupę żołnierzy. Z La Defense pojechaliśmy na Montmartre. To historyczna dzielnica Paryża, która położona jest na wzgórzu o tej samej nazwie. Na jej szczycie znajduje się Bazylika Sacre Coeur. Mówi się, że to serce Paryża. Ze wzgórza, na którym się znajduje, można podziwiać panoramę całego miasta. To w niej znajduje się największy dzwon Paryża i jednocześnie jeden z najcięższych dzwonów na świecie- Savoyarde. Waży on aż 18,5 tony! Podobno gdy dzwoni, słychać go po drugiej stronie miasta. Niestety nie mogę tego potwierdzić bo nie słyszałam 😉 Z Bazyliki postanowiliśmy się udać w kierunku Moulin Rouge. Schodząc z Montmartre’u po raz kolejny doświadczyliśmy tego jak wspaniały i piękny jest Paryż. Strome i kręte uliczki Montmartre zachwycają! Spacerowaliśmy pośród eleganckich a zarazem starzejących się domów i kawiarni na rogu. Widoki jak z obrazka. Domy udekorowane barwnymi okiennicami a schody oświetlone gazowymi latarniami. To jedno z najbardziej romantycznych miejsce w Paryżu…

W końcu  dotarliśmy do Moulin Rouge legendarnego kabaretu, który wiecznie rozpala wyobraźnię podróżnych. Mieliśmy wykupione bilety na spektakl ale plany się nam zmieniły i byłam zmuszona je zwrócić. Trochę, żałuje że się nie udało ale nasi znajomi powiedzieli nam, że to już nie jest to samo Moulin Rouge rodem z hollywoodzkich musicali. Tamte czasy kabaretu dawno już przeszły do historii… Niedaleko Moulin Rouge znajduje się Plac Pigalle (to ten z najlepszymi ponoć kasztanami) i jego okolice, jednak odradzamy wizyty tu późnym wieczorem (po 22.00), kiedy dzielnica staje się po prostu niebezpieczna. Należy mieć na uwadze, że Paryż, jak każde duże miasto, ma swoje ciemne strony, w które zapuszczać się nie warto. My akurat byliśmy tam przed zmrokiem więc nic specjalnego tam nie zobaczyliśmy. Mieliśmy już wracać do domu ale ja jeszcze chciałam „skoczyć na shopping” do domu handlowego, Galerii Lafayette. A tak serio, chciałam zobaczyć czy to prawda, że galeria w środku tak bardzo zachwyca. No i racja, to budynek który sam w sobie stanowi wspaniały obiekt architektoniczny. Shopping się nie udał ale wjechaliśmy na 7 piętro na taras widokowy, idealny widok na zachód słońca <3 Voilà!

We wtorek w zasadzie braliśmy pod uwagę dwie opcje: podróż do Disneylandu albo do Wersalu. Zgadnijcie co ja chciałam… nieee, nie Disneyland i księżniczki 😉 Chciałam zobaczyć Wersal. Do Disneylandu pojedziemy z dziećmi jak będą większe, będzie to dobra wymówka na kolejną wizytę w Paryżu. No i byłoby mi smutno jakbym tam była bez nich. Poza tym już bardzo tęskniliśmy za nimi. Także, udaliśmy się pociągiem ze stacji La Defonse do Wersalu. Pałac od stacji kolejowej jest trochę oddalony, więc mieliśmy spacer. Już jak się zbliżaliśmy do bram pałacu wersalskiego to wiedzieliśmy, że będzie to epickie! Już z daleko prezentowało się to przepięknie. Pomijając fakt, że główna kopuła pałacu była zasłonięta to i tak było pięknie. Nagle się zorientowaliśmy, że coś jest nie tak. Nie ma kolejki a ludzie są rozproszeni po całym placu… Podchodzimy a tutaj informacja, że z powodu strajku dziś zamknięte! Cooooo? No nie! Trochę smuteczek był! Weszłam na stronę internetową Wersalu i szukam informacji, bo przecież rano jak sprawdzaliśmy to nic nie było. Okazało się, że nikt nie wiedział i na stronie jak nie było tak nie ma nic o tym, że strajk, że zamknięte… Setki zawiedzionych turystów… No ale przecież o to im chodziło, prawda!? Postanowiliśmy przejść się po mieście wzdłuż murów pałacu ale jakoś dziwnie się kończyły i ciężko było się ich pilnować. Udało nam się raz podejść od strony ogrodu, żeby zobaczyć jakie piękno nas ominęło… Next time Wersal! I will promise You!  Wieczorem dowiedzieliśmy się, że ogłosili strajk też na czwartek i piątek. W środę z kolei wstęp mają tylko wycieczki szkolne, więc im tego oszczędzili. A strajkują, bo rząd chce aby Wersal był też otwarty w poniedziałek czyli przez 7 dni w tygodniu. Póki co poniedziałki mają zamknięte. No i słabe to było, że nigdzie a nigdzie nie było informacji o tym. Dopiero wieczorem późnym na jakiejś francuskiej stronie internetowej! W telewizji zero informacji… Nice! Żeby nie tracić, czasu to wróciliśmy do Paryża i poszliśmy zwiedzać Pałac Inwalidów (Les Invalides), który pełni funkcję muzeum wojskowego, w którym znajdują się bogate zbiory broni, mundurów oraz makiety licznych fortyfikacji. Jest to największe muzeum wojskowe we Francji. Na terenie Pałacu jest też Kościół Inwalidów (Du Dome), w którym pochowany jest Napoleon Bonaparte.

Po obiedzie pojechaliśmy na Cmentarz Pere Lachaise czyli do najsłynniejszej nekropolii świata. Powiem Wam, że ja byłam sceptycznie nastawiona do odwiedzania tego miejsca, w końcu są tu pochowani zmarli i o co takie wielkie halo. Ale powiem Wam, że mnie to miejsce zachwyciło. Pere Lachaise zostało założone przez Napoleona w 1804 roku. Podobno miejsce to zyskało na swojej popularności jak przeniesiono tutaj szczątki Moliera i   średniowiecznych kochanków Abelarda i Helojzy. Na cmentarzu tym również pochowani są: FRYDERYK CHOPIN, Maria Walewska (Pani Walewska), Edith Piaff, Jim Morrison, Joseph Gay-Lussac, Marcel Marceau to tyle znam. Powiem Wam, że te nagrobki są po prostu dziełami sztuki! Interesujący jest fakt, że często zmarli samodzielnie projektowali własne nagrobki, stąd też wynika ich różnorodność. Popularną praktyką było również wcześniejsze planowanie przebiegu własnego pochówku. Na cmentarzu możemy natknąć się na nagrobki żydowskie, chińskie, japońskie, wiele z nich jest po prostu świeckich, bez znaków żadnego wyznania. Wchodząc na cmentarz jest mapa wedle której można zwiedzać. Powie też, że łatwo można się tam zgubić. Tym razem nie my J Nam udało się dotrzeć do grobu Jima Morrisona i Fryderyka Chopina. Kiedy szliśmy na gród Edith Piaf usłyszeliśmy dzwonek- myśleliśmy, że to może jakiś pogrzeb jest czy coś innego. Już prawie dotarliśmy do celu, gdy nagle ktoś na Nas krzyknął, zawołał i zadzwonił dzwonkiem. Hmm… dziwne. Podeszliśmy do Pana i jak się okazało dzwonił on już, żeby ludzie wychodzili z cmentarza bo za 10 minut zamyka. Na nic zdały się prośby, że przecież jesteśmy tak blisko grobu Edith Piaff więc zdążymy spokojnie wyjść. W dodatku Pan powiedział, że jak zamkną bramy i ktoś zostanie na cmentarzu to nie ma szans, żeby się wydostał… Spojrzeliśmy na mury i.. no dobra przekonał Nas Pan J Było już po 18 więc stwierdziliśmy, że przejdziemy się drogą okrężną do metra, żeby zobaczyć okolice ale powiem Wam, że to była najbrzydsza, najbiedniejsza dzielnica Paryża. Do domu wróciliśmy padnięci a to był Nas ostatni wieczór. Mieliśmy w planie rejs po Sekwanie w nocy ale ze względów zdrowotnych, wycofaliśmy się z pomysłu. W środę mieliśmy wylot o 16:30 a autobus na lotnisko o 13:20. Także, pół dnia pochodziliśmy jeszcze po placu de la Madeleine, gdzie położony jest Kościół de la Madeleine (św. Magdaleny). Wspaniała budowla! Potem jeszcze poszliśmy na kawę i makaroniki do Ladurée Paris Royale. Voilà!

Co do poruszania się po Paryżu to nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Komunikacja jest tak rozbudowana w każdą stronę, że tylko możemy pozazdrościć paryżanom 14 linii metra + 6 dodatkowych linie kolei podmiejskiej RER i jeszcze wiele wiele innych…Mało tego! Bez problemu będąc w metrze będziecie wiedzieli, którym metrem pojechać do celu bo tak super są oznaczone kierunki. My kupiliśmy sobie bilet 3 dniowy bo się bardziej opłacało i mogliśmy jeździć wszystkimi środkami komunikacji aż do 3 strefy Paryża.

Bilety jednorazowe tzw. ticket t+ – ważne są na metro, autobusy, RER w 1/2 strefie, tramwaj oraz kolejkę na Montmartre (le funiculaire de Montmartre) Jeden bilet kosztuje 1,90 euro. Jeśli planujemy więcej podróży to opłaca się kupić karnet 10 biletów za 14,50 euro.

Taki bilet należy skasować przed wejściem do metra, w autobusie, w tramwaju. Bilet t+ ważny jest 90 min, więc można się przesiadać, ale za każdym razem należy go skasować. Bilet w autobusie kosztuje 2 euro i nie uprawnia do przesiadek.

Bilet jednorazowy t uprawnia na przesiadki: z metra do metra, z metra do RER, RER – RER, bus – bus, bus – tramwaj, tramwaj – tramwaj, ale tylko w obrębie 1 i 2 strefy. Należy pamiętać, że bilety uprawniają do podróżowania niemal wszystkimi liniami, oprócz następujących sytuacji:

  • autobusy poruszają się po przedmieściach i mają oddzielną taryfę,
  • czas przesiadki do metra lub kolejki RER jest dłuższy niż 1,5 godziny,
  • podczas przesiadki w autobusach nocnych.

Tak jak wspomniałam my kupiliśmy sobie bilet na 3 dni czyli tzw. Kartę Paris Visite Pass. W zależności od wybranej opcji karta Paris Visite Pass pozwala na podróżowanie po Paryżu przez jeden, dwa, trzy lub pięć dni. Dzięki niej mogliśmy się poruszać  od 1 do 3 stref, ale są też opcje  od 1 do 6 i to bez konieczności zakupu dodatkowego biletu i bez limitu przesiadek. My chyba zapłaciliśmy 50 euro za 2 karty. Podobnie jak bilet, taka karta pozwala na poruszanie się metrem, kolejką RER, autobusami, tramwajami, naziemną kolejką liniową na Montmartrze, Montmartrobusem, autobusami nocnymi (Noctilien), pociągami podmiejskimi (SNCF), autobusami ADATRIF i APTR.  Oczywiście karta uaktywnia się dopiero w momencie pierwszego skorzystania ze środka komunikacji, a nie w momencie jej zakupu:) No i niech Was nie zmyli słowo karta, bo to wygląda jak zwykły papierkowy bilet. Należy na nim wpisać swoje imię i nazwisko oraz daty od i do kiedy karta ma Wam służyć. więcej informacji znajdziecie na tej stronie

Oprócz wyżej wspomnianej karty możecie również skorzystać z innych kart, np: Paris Museum Pass, ParisPass.  Paris Museum Pass – jak ktoś lubi spędzać czas w muzeach to jedna z najlepszych pod względem opłacalności. Jest to karta pre-paid, która umożliwia wstęp do ponad 60 muzeów i innych obiektów w Paryżu i okolicach (w tym do Pałacu w Wersalu). Jak ktoś ma taką kartę Paris Museum Pass to może wchodzić bez kolejki, nieograniczoną ilość razy. Wyjątek stanowi jedynie zwiedzanie pałacu w Wersalu, które może odbyć się tylko raz ze względu na ograniczoną ilość zwiedzających. Z kolei Karta Paris Pass jest „wszystkim w jednym” – jedna karta zawiera w sobie m.in. prawo do przejazdów komunikacją miejską (na tych samych zasadach jak karta Paris Visite Pass), wstęp do ponad 60 muzeów i atrakcji w Paryżu i okolicach (te same zasady, jak przy karcie Paris Museum Pass), prawo do korzystania z Paris Bus Tour przez dwa i do tego zniżki i oferty specjalne w wybranych sklepach oraz restauracjach.

Już Wam to pisałam ale przypomnę jeszcze raz, że w pierwszą niedzielę każdego miesiąca wstęp do większości muzeów i zabytków jest bezpłatny ( tylko musicie sprawdzić w które miesiące – większość zaczyna się od października). Natomiast mieszkańcom Unii Europejskiej poniżej 26. roku życia, a także obywatelom pozostałych krajów świata poniżej 18. roku życia przysługuje bezpłatny wstęp do większości obiektów turystycznych Paryża (za okazaniem dowodu tożsamości przy kasie biletowej). Voilà!

Co do Paryża to tyle:) Mam nadzieję, że wpis się Wam podoba i mniej czy bardziej podpowie Wam co warto zobaczyć w tym pięknym i zachwycającym mieście!  Tymczasem ja już nie mogę się doczekać naszego kolejnego wyjazdu tym razem z dziećmi 🙂 Wypoczynek w połączeniu ze zwiedzaniem…

 

A teraz zapraszam Was na fotorelację 🙂

 

 

 

e.