Koh Tao czyli Wyspa Żółwia

Z samego rana na Koh Samui, przyjechał po Nas samochód i zabrał do portu, gdzie czekał już na nas transport na wyspę Koh Tao ( zarówno Koh Tao jak i Ko Tao to poprawne nazwy). Tam wsiedliśmy do katamaranu i ruszyliśmy w stronę wyspy Koh Phangan, tam też mieliśmy postój ok. 15 min. Tę wyspę polecali nam bardzo turyści, których spotkaliśmy i o których pisałam podczas pobytu w Khao Sok. Na tej wyspie odbywała się impreza pod hasłem „Moonlight Party”, która posiada międzynarodową sławę, wiele osób dziwiło się, że nigdy o tym nie słyszeliśmy, a wiele młodych osób przyjeżdża do Tajlandii z uwagi na tą imprezę, dodatkowo okazało się, że tego dnia odbywała się pierwsza impreza otwierająca cały cykl, no ale… mieliśmy napięty grafik, bo była to końcówka naszej wyprawy a bardziej zależało nam na Koh Tao, więc sobie ją odpuściliśmy – z upływem czasu jednak żałuję, że nie zatrzymaliśmy się tam. Kiedy dopłynęliśmy do Koh Tao, czekała już na nas w porcie obsługa hotelu Montalay i wielkim pick upem zabrali nas do hotelu. Za cel obraliśmy sobie hotel mieszczący się w Tanote Bay. To duża zatoka z piękną rafą koralową do oglądania, pomiędzy którymi pływają kolorowe ryby😊 Po kilkunastu minutach drogi asfaltowej, zaczęła się droga piaszczysta z wyżłobionymi przez wodę kanałami, jadąc czuło się nierówności, ja miałam wrażenie, że zaraz auto się przewróci. Sam hotel wyglądał zadziwiająco a nasz bungalow usytuowany był na wzniesieniu w środku „ujarzmionej” dżungli, przepięknie oświetlonej z bardzo dobrymi ścieżkami doprowadzającymi do recepcji, restauracji i co najważniejsze, własnej plaży. Plaża przepiękna, z gruboziarnistym piaskiem oraz leżakami do dyspozycji. Dodatkowo mieliśmy przy samej plaży centrum szkoleniowe nurkowania. Wyspa Koh Tao słynie z bezkonkurencyjnie niskich cen certyfikowanych kursów nurkowania i wiele ludzi przyjeżdża tam tylko po to. Taki kurs trwa 4 pełne dni i razem z zakwaterowaniem koszt takiego kursu wynosi ok. 900 zł. No więc po zakwaterowaniu szybko poszliśmy na plażę i oczywiście sobie snurkować. Dla Nas było to najlepsze snurkowanie jak dotychczas, dużo gatunków rybek, ciekawe rafy, chociaż porównując do Egiptu to w Koh Tao więcej kolorowych rybek ale sama rafa jest ładniejsza w Egipcie. Pod wieczór udaliśmy się na spacer i odkryliśmy małą knajpkę, która otwarta jest codziennie od 17 do 22 i znajduje się w domu Tajów. Oczywiście zajrzeliśmy i już do końca tam jadaliśmy obiady i kolacje. Bo dodam jeszcze, że nasz hotel znajdował się daleko od centrum, więc nie było tam miejsc gdzie można by siedzieć dłużej i biesiadować do późna w nocy. Nam to nie przeszkadzało, bo chcieliśmy trochę spokoju dlatego opcja siedzenia na plaża przy gwiazdach była idealna 😊 Następnego dnia z samego rana wynajęliśmy skuter na 2 dni i pojechaliśmy na śniadanie do centrum po czym poszliśmy zorientować się ile kosztuje wycieczka na Koh Nang Yuan, małą wyspekę położoną zaledwie 400 metrów od Koh Tao. Na miejscu okazało się, że możemy popłynąć taxi boat za ok. 300 BHT czyli 30 zł za osobę. Długo nie musieliśmy się zastanawiać, chociaż ja byłam troszkę zła bo nie mieliśmy tego w planach a ja bez stroju kąpielowego, bez aparatu tylko komórki, które zaraz nam wskazywały „low baterry” i bez sprzętu do snurkowania… a nie chcieliśmy wracać po to wszystko do hotelu bo tajowie radzili nam jechać na wyspę z rana ponieważ, wtedy jest najmniej ludzi i można zobaczyć cały jej urok. My dopłynęliśmy na 10:00, mieliśmy godzinę praktycznie sam na sam z wyspą😊 Kiedy już zaczęło się zaludniać, to poszliśmy na punkt widokowy. Co ciekawe i nas zaskoczyło to to, że na samym szczycie na jednej ze skał siedział Taj, który kierował ruchem i pilnował porządku a także tego, że nie można było dłużej spędzić czasu na szczycie bo inni czekali w kolejce. Powiem, wam jedno TO BYŁ RAJ, PRAWDZIWY RAJ! Widoki były zachwycające, po prostu obłędne <3 Po powrocie do hotelu poszliśmy posnurkować a raczej mój mąż poszedł bo poziom wody był niższy więc sobie odpuściłam i się opalałam😊 Potem zjedliśmy obiad i gdy już trochę woda nabrała większego poziomu, przymierzyliśmy się do wspólnej eksploracji morza, jednak tuż przy brzegu ryba mnie mocno dziabnęła w kolano i skutecznie na kilka godzin wybiła mi z głowy snurkowanie, ale w końcu się przełamałam i wskoczyłam do wody. Dodam, że mojego męża bardzo bawił fakt, że mnie mała rybka wygoniła z wody…hmm… jeszcze zobaczymy kto się będzie śmiał 😉 Wieczorem standardowo kolacja w pobliskim domu u Tajów, rum na plaży przy księżycu i  pora spać. Następnego dnia z rana mój kochany mąż pojechał do miasta po naleśniki z bananami i z mango oraz po świeże owoce, to było nasze śniadanie😊 Ja już nie chciałam się przemieszczać skuterem, bo zarówno wyjazd z naszego hotelu i wjazd to był hardcore dla mnie. Nierówna droga, śliska, piaszczysta. Nie uśmiechało mi się znowu wchodzić i schodzić pieszo z góry, która mieliśmy do pokonania jadąc do centrum. Także po śniadaniu, spędziliśmy cały dzień na plaży i tak na zmianę opalanie i snurkowanie. Podczas jednego snurkowania w pewnym momencie Witek ( bo tak na imię ma mój mąż 😛 ) stanął na dnie (oczywiście poza rafą, wiadomo😊) i nagle podpłynęły do niego te same rybki, które mnie dzień wcześniej dziabneły. Ja to wszystko obserwowała pod wodą, i tak nagle jedna go dziabnęła, potem druga, już chciał uciekać i nagle trzecia go ugryzła 😊 Nie muszę mówić, że pękałam ze śmiechu, widząc to z boku. Jednak łącząc się w bólu z moim mężem postanowiliśmy, że na dziś wystarczy 😊 To był nasz ostatni dzień na Koh Tao, uroczystą kolację zjedliśmy w naszym hotelu na tarasie przy plaży i żeby tradycji stało się zadość to resztę wieczora spędziliśmy na plaży, patrząc na księżyc i gwiazdy. Ostatnio przypominaliśmy sobie o czym rozmawialiśmy podczas tych wieczorów spędzonych na plaży i wiecie co… właśnie o tym co mamy teraz, czyli dom i rodzina, którą tworzymy z naszą wspaniałą dwójką dzieci… były jeszcze liczne podróże, które być może na Nas jeszcze czekają i powrót do Tajlandii na 10-lecie naszego małżeństwa. Ta sama trasa, te same hotele, ta sama pora roku. Po prostu REPLAY! No to jeszcze tylko zostało nam 7 lat 😉
Następnego dnia szykowaliśmy się już do wyjazdu. Na śniadanie udaliśmy się do restauracji znajdującej się w hotelu obok naszego, która też znajdowała się przy samej plaży. Podczas posiłku przysiadł się do Nas ptaszek i ładne parę minut śpiewał tylko i wyłącznie dla Nas, świetny początek dnia! <3 Potem jeszcze chwilę poplażowaliśmy, aż w końcu przyjechał po nas samochód, który zabrał nas do portu, a tam zjedliśmy obiad i czekaliśmy na nasz Katamaran do Chumphon. Pogoda się zepsuła i była straszna ulewa. W Chumphon wsiedliśmy do autobusu i jechaliśmy przez zalane deszczem drogi przez ponad 8 godzin do…?

 

Poniżej fotorelacja z Koh Tao

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

e.